Żyją dzieki Judymowi - Marek KĘSKRAWIEC Super Expres ( Temat Dnia) z 12.10.2000 r.

Wersja do wydruku   

- Jedną nogą bytem już na tamtym świecie. Ale wierzyłam, że przeszczep się uda - mówi Krzysztof, który w minionego sylwestra dostał najwspanialszy prezent w życiu, nową wątrobę.

Minęło piąć lat od pierwszego udanego przeszczepu wątroby w Polsce. To jedna z najtrudniejszych operacji: pacjent traci nawet 50 litrów krwi. Dziesięć razy więcej niż ma! Są jak rodzina: pacjenci po przeszczepie wątroby. 17 października ci, których operowano w Klinice Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej Pomorskiej Akademii Medycznej, spotkają się w Rokitnie ze swoim, jak go zwą, ojcem - doktorem Romanem Kostyrką, transplantologiem. Chcą podziękować za życie i pomóc w walce o innych chorych.

Święty Piotr odesłał
U Krzysztofa Pijarowskiego (42 lata) lekarze wykryli marskość wątroby już w 1994 roku, podczas zabiegu usunięcia woreczka żółciowego. Nie zastanawiali się. nad jego przypadkiem zbyt długo. Wiadomo: dziennikarz, to pewnie sporo pije. Tymczasem Krzysztof nosił w sobie wirus żółtaczki, który powoli trawił jego organizm. Prawdopodobnie dostał go przy jakimś szczepieniu. Prawda wyszła na jaw dopiero w sierpniu ubiegłego roku. Wtedy Krzysztof trafił do doktora Romana Kostyrki.
- Nie czarował mnie. Powiedział: „Jedynym ratunkiem jest przeszczep wątroby". Tradycyjne metody mogły jedynie trochę przedłużyć mi życie -wspomina Pyarowski. Zbagatelizował sprawę.

- Rzuciłem się w wir pracy. No i stało się, zapadłem w śpiączkę, z której cudem mnie wyratowano. Miałem zatruty organizm, utraciłem krzepliwość krwi. Byłem jedną nogą po drugiej stronie. Święty Piotr odesłał mnie chyba tylko z powodu braku wolnych miejsc...
Prezent w postaci nowej wątroby dostał Krzysztof w sylwestra. 12-go-dzinna operacja powiodła się, ale był to dopiero początek walki. Organizm chciał odrzucić obce ciało.

Uśmiech rekina
- Byłem prawie pozbawiony świadomości. Widziałem nawet krasnoludki. Jestem wdzięczny żonie i mamie, że przez to ze mną przeszły - mówi. - Potem były już tylko wspaniałe chwile, Pierwszy samodzielny posiłek złożony z gorzkiej herbaty i suchara. Pierwsze wejście na półpiętro, gdy mięśnie zaczęły się odbudowywać. Nigdy tego nie zapomnę.
Krzysztof mówi, że jest dziś innym człowiekiem. Nie tylko z powodu wielkiej blizny w kształcie uśmiechu rekina. Wreszcie zrozumiał, że dla pracy nie można poświęcić wszystkiego. Czasem trzeba się zatrzymać i pomyśleć, co jest najważniejsze. - Dla mnie to rodzina - zapewnia.
Krzysztof miał to szczęście, że jego szefowie w pracy czekali, aż dojdzie do siebie. Nie odesłali go na rentę. Krzysztof wciąż jest szefem gorzowskiego radia „Eska".
- Mam jedno wielkie marzenie -mówi dziś. - Zapalić świeczkę na grobie człowieka, który umierając uratował moje życie. Jego część żyje we mnie. Jestem wdzięczny jego rodzinie, że zgodziła się na pobranie wątroby. Wciąż niewielu ludzi w Polsce na to się godzi, rzekomo w trosce o zwłoki. A przecież po śmierci, przed Bogiem, nie stajemy ciałem, tylko duszą.

Nie umarł na darmo
Maria Dworak o człowieku, który ginąc w wypadku uratował jej życie, myślała jeszcze przed operacją. Wie, że miał 41 lat, mieszkał w Pile, miał żonę i dzieci. Maria nie pozna jego krewnych, bo zasadą w transplantologii jest pełna anonimowość.

- To było trochę straszne: świadomość, że moje życie może uratować tylko czyjaś śmierć - wspomina.
-Przekonał mnie syn: „Ten ktoś i tak umarł, ale to przecież piękne, że nie na darmo". Ale kiedy jechałam karet-ką na operację, myślałam o tragedii jego rodziny, nie o sobie. Do dziś, co wieczór, modlę się za nich.
Pani Maria w 1992 r. dowiedziała się, że cierpi na marskość wątroby. Potem zorientowała się, że to najgorsza odmiana - szybko postępująca, tzw. pierwotna żółciowa marskość, do dziś słabo poznana choroba.
W chwili przeszczepu, w 1996 r., miała 58 lat, pracowała jako położna. Jest najstarszą osobą, jaką poddano u nas transplantacji. Żyje i czuje się dobrze. Zmieniła tylko upodobania kulinarne. Kiedyś kochała nabiał, owoce południowe, słodycze. Dziś woli mięso i owoce polskie.
- Od razu widać, że mam w sobie wątrobę mężczyzny.
Maria jest szczęśliwa, bo przecież przed operacją już przygotowała rodzinę, że pewnie umrze. Wtedy w Polsce przeprowadzono tylko jeden udany przeszczep. A jednak dopisało jej szczęście. Wszystko dzięki „doktorowi Judymowi".

Normalne życie
Bo i tak pacjenci nazywają doktora Romana Kostyrkę, do niedawna lekarza Kliniki Chirurgii Ogólnej i Transplantologii w Szczecinie, a od tygodnia specjalistę w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym. - Wspaniały człowiek. Skromny, czuły, całe życie poświęcił pacjentom. Nie dorobił się żadnego majątku, chyba że za majątek uznamy naszą wdzięczność - mówią pacjenci. Przygotowują się do zjazdu, który ma być po części hołdem dla Kostyrki.
On sam chętniej rozmawia o aspektach medycznych. Tłumaczy, że transplantacja jest nie tylko skutecznym, ale i tańszym sposobem leczenia w ciężkich uszkodzeniach wątroby. Lecząc zachowawczo, przez wiele lat lekarze starają się tylko likwidować objawy. Pacjent nigdy nie dochodzi do zdrowia. A transplantacja pozwala wrócić do normalnego życia.

Walka z czasem
Najpierw dzwoni komórka Kostyrki. Załóżmy, że jest 16.30 i telefonuje lekarz z Opola: „Stwierdziłem zgon ofiary wypadku" - informuje. - „Jest zgoda na przeszczep." Dyktuje różne skomplikowane parametry, w tym grupę krwi, a Kostyrka szybko sprawdza listę pacjentów, oczekujących na przeszczep. Jeśli jest zgodność, zaczyna się walka z czasem.
- Do godz. 19 muszę znaleźć pielęgniarkę, która ze mną poleci zorganizować samolot lub helikopter, karetkę, zespół chirurgów i anestezjologów, by przygotował pacjenta do przeszczepu - wylicza lekarz.
- Muszę poprosić stację krwiodawstwa o zabezpieczenie minimum 30 litrów krwi, bo ludzie z chorą wątrobą w czasie operacji potwornie krwawią. Dopiero potem wylatuję do , Opola. Tam przez 2,5 godz. pobieram narząd. Wracam do Szczecina i o godz. 6 zaczynam transplantację, która może trwać kilkanaście godzin. Cała akcja zamyka się w jednej dobie. Później jednak oczywiście muszę cały czas czuwać, bo w każdej chwili może nadejść krytyczny moment.
To normalne.
- Taki już jest - opowiada 29-let-nia Edyta Hałuszczak ze Szczecina, którą Kostyrka operował dwa lata temu. - Ma taki dar, że nawet jak spojrzy, to już człowiek lepiej się czuje.

Nie odstępował mnie na krok
Pamiętam, że gdy po operacji leżałam nieprzytomna, to przy każdym ocknięciu się widziałam doktora. Miałam wrażenie, że nie odstępuje mnie na krok.
Edyta do 1998 r. leczyła się na toczeń rumieniowy, chorobę reumatyczną. Nagle, w Wielkanoc, doznała gwałtownego krwotoku z żylaków przełyku, Przerażona, myślała, że umiera. W szpitalu okazało się, że toczeń zaatakował wątrobę. Ratunek był jeden - szybki przeszczep.
Wiedziała, że zyska wszystko albo wszystko straci. Udało się. 7 godzin po operacji wątroba młodego mężczyzny spod Bielska zaczęła pracować. Potem było trudne przebudzenie, ogromne osłabienie i pierwszy posiłek z kleiku, którego zjedzenie zajęło pół dnia. Wreszcie - normalne, pełne życie.

Ojciec chrzestny
- Bardzo się nim cieszę. Przed operacją cierpiałam na bezpłodność, leczyłam się na nią 7 lat. A teraz, proszę, mam 10-miesięcznego synka Bartka! Jestem pierwszą kobietą po przeszczepie, która urodziła dziecko - mówi uradowana mama. - Oczywiście ojcem chrzestnym został dr Kostyrka.
Edyta wybiera się na zjazd do Ro-kitna. Chce poznać takich jak ona, zaprzyjaźnić się. Tak jak z Celiną z Krakowa, którą poznała czekając na przeszczep. Wciąż, mimo kilkuset kilometrów odległości, odwiedzają się,
Dr Kostyrka też pojedzie na zjazd.
Jeśli znowu nie zadzwoni telefon...

 

Tekst : Marek KĘSKRAWIEC, zdjęcia: Jacek MRÓWCZYŃSKI

Wielkie laboratorium
Wątroba jest (obok serca, pluć i mózgu) narządem, bez któregp nie można żyć. To wielkie laboratorium organizmu - odpowiada za jego odtruwanie, produkuje czynniki zapewniające krzepliwość krwi, organizuje gospodarkę węglowodanami.
Uszkodzenia wątroby mogą być spowodowane nie tylko przez nadużywanie alkoholu, ale i przez antybiotyki oraz środki przeciwbólowe, nadużywane ostatnio przez Polaków, wierzących w telewizyjne reklamy.
Istnieją też inne choroby niszczące wątrobę: żółtaczka typu B i C, pierwotna marskość oraz niektóre nowotwory.

Jedna z trudniejszych operacji

Przeszczepy wątroby należą do najtrudnie szych zabiegów medycznych.
• Ech historię zapoczątkował prof. Thomas E. Starzl z Denver w USA w 1963 r. - od nieudanej próby. Sukces osiągnął dopiero za ósmym razem w 1967 r.
• Od tego czasu metodę transplantacji zaczęto stosować na całym świecie, a efekty poprawiły się zwłaszcza po wynalezieniu cy-klosporyny, leku zapobiegającego odrzutom.
• W Polsce pierwsze próby podjął w 1987 r. prof, Stanisław Ziellński z Akademii Medycznej w Szczecinie. Pacjenci nie przeżyli, ale polscy lekarze udoskonalali metodę, zaczęty powstawać kolejne zespoły transplantoiogów.
• Dziś w Polsce działają tny ośrodki - Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie na oddziale chirurgii doc. Piotra Kaiednskiego stosuje się metodę rodzinną {bliski krewny oddaje choremu cześć swej wątroby). Drugi ośrodek to Klinika Chirurgii Ogólnej i Wątroby prof. Marka Krawczyka w Warszawie, a trzecim jest klinika szczecińska.
• W sumie, w całej Polsce, udało się im uratować życie ok. 150 osobom. Obok Węgier stanowimy czołówkę w Europie Wschodniej.

Projektowanie stron SSI