Powtórnie urodzeni - Gazeta Lubuska wyd magazynowe z 21-22 .10.2000

Wersja do wydruku   

Wyglądali jak uczestnicy koleżeńskiego zjazdu absolwentów, tacy eleganccy, rozgadani, serdeczni. Tylko z bliska, w glębi ich oczu, widać bylo cierpienia, jakie przeżyli. Wszystkich lączylo jedno -powtórne narodziny po udanym przeszczepie wątroby, wykonanym przez dr. Romana Kostyrkę w klinice transplantacyjnej Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie.

Przyjechali z całej Polski jesiennego, słonecznego dnia do Rokitna, do Sanktuarium Maryjnego, które ich ugościło. Zjechali z całej Polski, od Krakowa, przez Wrocław, po Szczecin. „Przesz-czepieńców" było 15., z opiekunami i rodzinami niemal drugie tyle. Zwołał ich Krzysztof Pija-rowski, dziennikarz, szef radia Eska w Gorzowie, który narodził się powtórnie w szczecińskiej klinice w sylwestrowy wieczór 1999 r. Wszyscy nosili na piersiach plakietki z nazwiskiem i właśnie datą drugich narodzin. Chcieli się spo tkać, porozmawiać jak w rodzinie, pomóc sobie w potrzebie, a przede wszystkim ofiarować swoją pomoc innym, których tylko przeszczep wątroby mógł uratować. Nacieszyli się sobą, sprawnie utworzyli Stowarzyszenie Pomocy Ludziom z Uszkodzoną Wątrobą „ Życie po przeszczepie", a później już tylko czekali na swojego wybawcę, dr. Kostyrkę.

Odrzuty do zera

Transplantacje wątroby mają na świecie 37-letnią historię, w Polsce 23-letnią. Pierwszą, nieudaną niestety próbę przeszczepu u dziecka, wykonał prof. Thomas E. Starzl w klinice w Denver. Kolejnych siedem prób także było nieudanych, dopiero w 1967 r. ten sam chirurg wykonał udany przeszczep u dorosłego pacjenta, który przeżył rok. W 1983 r. Narodowy Instytut Zdrowia USA uznał transplantację wątroby za pełnoprawny, a nie doświadczalny zabieg. Szansę przeżycia pacjentów znacznie wzrosły po wynalezieniu leków zmniejszających ryzyko odrzutu obcego organu.


Foto obok: Krzysztof Pijarowski jako człowiek mediów sprzedawał jak mógł ideę stowarzyszenia "Życie po przeszczepie"

Pierwszą operację przeszczepu wątroby u dorosłego człowieka wykonał w 1987 r. prof. Stanisław Zieliński z kliniki PAM w Szczecinie. Z czasem powstał tam jeden z najbardziej doświadczonych zespołów transplantacyjnych w kraju, z głównym operatorem dr R. Kostyrką. Od 1995 r. przeszczepów zaczęto dokonywać także w klinice Akademii Medycznej w Warszawie, później również w Centrum Zdrowia Dziecka. Dziś są to trzy wiodące ośrodki transplantacyjne w kraju i wykonano w nich dotad ok. 150 przeszczepów wątroby, w tym 32 przeprowadził dr Kostyrką.
- Przeszczepy wątroby nie są już eksperymentalnym zabiegiem medycznym, choć mają najkrótszą historię transplantacyjną -mówi R. Kostyrką. - Ta historia to przede wszystkim walka z krwawieniem, która wymaga odpowiedniego zabezpieczenia oraz perfekcyjnej techniki operacyjnej.

Jest to na pewno zabieg nadal niebezpieczny, ale konieczny u pacjentów, których nie da się wyleczyć metodami zachowawczymi. W świecie jest to już przyjęta metoda leczenia, u nas jeszcze ograniczona ze względu na to, że są tylko trzy ośrodki transplantacyjne, a pieniędzy z budżetu-państwa wystarczy na 60 przeszczepów. Potrzeby są co najmniej dziesięciokrotnie większe.

Barier w upowszechnieniu transplantacji wątroby jest wiele -kadrowych, technicznych, finansowych. Wcale nie dla podkreślenia zasług specjalistów z tej dziedziny dr Marta Syczewska z Kliniki Chorób Zakaźnych PAM w Szczecinie, uczestnicząca w przygotowaniach każdego pacjenta do przeszczepu podkreśla, że jest to ciągle zabieg dużego ryzyka, nawet trudniejszy od przeszczepu serca. Wątroba odpowiada za wiele biochemicznych funkcji człowieka, dlatego jej choroba powoduje zaburzenia całego organizmu i rodzi wiele powikłań w trakcie transplantacji. Operacja trwa zwykle kilkanaście godzin, uczestniczy w niej ponad pół setki lekarzy różnych specjalności i personelu medycznego, którzy nabywają doświadczeń i zgrania po wielu latach współpracy. Dlatego nie jest tak prostą sprawą tworzenie kolejnych ośrodków transplantacyjnych, bo nie starczy dla nich chirurgów, anestezjologów, specjalistycznej aparatury i pieniędzy. A także dawców, bo bariery obyczajowe w udostępnianiu narządów ludzkich do transplantacji są u nas ogromne.
Tymczasem na rokitniańskim spotkaniu dziennikarze dowiedzieli się, że nad szczecińskim ośrodkiem transplantacyjnym zawisły czarne chmury. Dr Kostyrką, nie chcąc pogrążać się w „polskim piekiełku", odszedł z częścią zespołu z kliniki PAM do Sznitala Wojewódzkiego przy Arkońskiej.
Ten zespół jest jeszcze za mały, aby podjąć się transplantacji, szpital nie ma także na to pieniędzy, które ma klinika, ale zespół jest tam w rozsypce, a przede wszystkim nie ma lidera. Powstał pat, który rozwiązuje właśnie krajowy konsultant trans-plantacyjny, tyle że kilku pacjentów może nie doczekać przeszczepu. Dr Kostyrką bardzo oszczędnie komentował tę sytuację i dyplomatycznie zapewniał dziennikarzy o swoim zadowoleniu, że w Szczecinie powstaną dwa ośrodki transplantacyjne.

My, dzieci doktora
Krzysztof Pijarowski został oczywiście prezesem stowarzyszenia „Życie po przeszczepie". Chcemy upowszechniać w mediacli, Internecie i innymi sposobami wiedzę o tym, że przeszczep jest jedyną skuteczną metodą wyleczenia wątroby. Będziemy starali się umożliwiać lekarzom rodzinnym kontakty z ośrodkami transplantacyjnymi, aby przekonali się do skuteczności przeszczepów.
Wśród „przeszczepieńców" narasta poruszenie i podniecenie, pojawiają się kwiaty, zbierają się ekipy telewizyjne i fotoreporterzy. Wreszcie jest, witany owacyjnie oklaskami, kwiatami, rzucaniem się ze łzami na szyję - doktor Roman Kostyrka. Drobny, szczupły, zażenowany tak gorącym powitaniem przeprasza, że nie mógł przyjechać prof. Zieliński. Bez czytania wizytówek rozpoznaje wszystkich swoich pacjentów, pyta o zdrowie, prosi jeszcze o chwilkę, że zaraz po wywiadach telewizyjnych i prasowych będzie tylko dla nich, dla każdego z osobna. Dla dzieci doktora, jak o sobie mówią, a przecież wielu z nich mogłoby być jego ojcem lub matką.


Foto:Rodzinne zdjęcie dzieci dr. R. Kostyrki ( w pierwszym rzędzie z kwiatami). Obok niego proboszcz sanktuarium Tadeusz Kondracki, który odprawił mszę w intencji zmarłych dawców. Druga od prawej z kwiatami dr M. Syczewska.

Dr M. Syczewska informuje dziennikarza, że w Stanach Zjednoczonych daleko zaawansowane są prace nad sztuczną wątrobą. Nie zastąpi ona prawdziwej, ale da jej na jakiś czas odetchnąć, zregenerować siły i być może wtedy przeszczepy staną się niepotrzebne.

Autor: STEFAN CIEŚLA

Krzysztof Wasiluk ze Szczecina, przeszczep 24 maja 1995 r. -Jestem drugim człowiekiem w kraju pod względem długości życia po transplantacji wątroby i pionierem przeszczepów w klinice szczecińskiej.


Anna Bajwoluk z Tomaszowa Lubelskiego, przeszczep 31 marca 2000 r. - Nie wiem komu zawdzięczam moje drugie życie, podobno jakiemuś młodemu chłopakowi

Zdjecia: Kazimierz Ligocki

Projektowanie stron SSI