Mniej przeszczepów

Wersja do wydruku   
W zeszłym roku znowu spadła liczba transplantacji. - Nie brakuje dawców organów, to w szpitalach brakuje chęci, by ich zgłaszać - mówi prof. Marian Zembala, szef największego w kraju ośrodka transplantacji serca. Winny jest też resort zdrowia.
(...) Liczba transplantacji w Polsce spada od 2006 roku. W 2007 nastąpiła katastrofa - CBA aresztowało wtedy zaangażowanego w program transplantacji kardiochirurga dr. Mirosława G. Specjalną konferencję prasową ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i szefa CBA Mariusza Kamińskiego pokazały wszystkie media. Ziobro mówił o zarzucie zabójstwa pacjenta (ostatecznie prokuratura umorzyła tę sprawę) i że "już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie". Ziobro przegrał proces z dr. G. i musiał go za te słowa przeprosić. Zanim jednak do tego doszło, mieliśmy zapaść w przeszczepach. W 2007 r. było ich tylko w całym kraju 922 (rok wcześniej - 1218). - W 2008 r. wydawało się, że już odbiliśmy się od dna i teraz będzie z roku na rok lepiej, ale tak się nie stało. Akurat przeszczepów serca w 2009 r. było 71, czyli o dziesięć więcej niż rok wcześniej, ale kiedyś wykonywaliśmy ich niemal dwa razy tyle i tak powinno być i teraz - mówi prof. Zembala, szef Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Serce to wyjątek. Liczba przeszczepów płuc, nerek i wątroby spadła. - Przeszczepów jest mało, bo szpitale wciąż zgłaszają niewielu dawców. Tych dawców nie brakuje, brakuje chęci, by ich zgłaszać - ocenia prof. Zembala. Są duże szpitale, które zgłaszają Poltransplantowi - instytucji odpowiadającej za organizację przeszczepów - po kilkunastu dawców na rok, inne po kilku. - Wśród dużych szpitali są i takie, które nie zgłaszają nikogo, choć to niemal niemożliwe, by w ciągu całego roku nie było tam ani jednego pacjenta, u którego doszło do śmierci pnia mózgu - mówi Sylwia Sekta, koordynatorka przeszczepów w Szpitalu Klinicznym im. Mielęckiego w Katowicach. Efekt? - W Hiszpanii, która ma mniej więcej tyle samo mieszkańców co Polska, liczba zgłoszeń dawców, a co za tym idzie, także transplantacji, jest kilkakrotnie większa. Przegania nas także mała w porównaniu z Polską Austria - mówi doc. Michał Zakliczyński, transplantolog z centrum w Zabrzu. W statystykach liczbę pobrań narządów od zmarłych dawców przelicza się na milion mieszkańców. Dla całej Polski ten wskaźnik wynosi 11,2. W większości innych krajów Europy ten wskaźnik jest dwa-trzy razy większy. Że w Polsce mogłoby być przeszczepów więcej, łatwo się przekonać, patrząc na dane z poszczególnych województw. W Zachodniopomorskiem pobrań jest 40,8 w przeliczeniu na milion mieszkańców. Za nim jest Wielkopolska ze wskaźnikiem 25,5. Listę zamyka Małopolska - zaledwie 0,6 (dane za 2008 r.). Dlaczego tak się dzieje? - Nie można wskazać jednej przyczyny, jest ich wiele - odpowiada dr Jarosław Czerwiński, wiceszef Poltransplantu. Znowu chodzi o pieniądze Przez kilka ostatnich lat transplantolodzy zwracali uwagę na problem braku koordynatorów w szpitalach. To osoby, które potrafią rozmawiać z rodziną o pobraniu od zmarłego narządów, organizować pracę zespołu orzekającego śmierć pnia mózgu i wreszcie samo pobranie. Poltransplant zorganizował więc szkolenia dla koordynatorów. - W ciągu ostatnich dwóch lat skończyło je 200 osób. Kłopot w tym, że prawie nikt nie dostał pracy jako koordynator - mówi dr Czerwiński. Nie chodzi wcale o cały etat, zazwyczaj wystarczy pół lub ćwierć. Przez resztę czasu koordynator pracuje jako lekarz czy pielęgniarka, ale dyrektorzy szpitali twierdzą, że nawet na taki wydatek ich nie stać. Mogłoby pomóc Ministerstwo Zdrowia, płacąc za pracę koordynatorów, tak jak płaci za pracę lekarzy rezydentów uczących się do specjalizacji. Ich też kiedyś szpitale nie chciały zatrudniać. Co na to Ministerstwo Zdrowia? Nie wiadomo. Mimo ponawianych przez kilka dni próśb rzecznik resortu Piotr Olechno nie znalazł czasu na rozmowę z "Gazetą". Nie wiadomo też, dlaczego ministerstwo dotąd nie wydało rozporządzenia do znowelizowanej w ubiegłym roku ustawy transplantacyjnej. Rozporządzenie ma określać, kto (resort czy NFZ) i za co płaci przy przeszczepach . Dokument miał obowiązywać od 1 stycznia i koordynatorzy liczyli, że poprawi sytuację w szpitalach. - Teraz szpital otrzymuje pieniądze za opiekę nad ciałem dawcy i procedurę związaną z orzeczeniem śmierci mózgu, tylko gdy dochodzi do pobrania narządów i przeszczepu. Jeśli z jakichś powodów narządy nie nadają się do transplantacji, szpital nie otrzymuje nic za przygotowanie dawcy. A przecież musiał zaangażować cały zespół ludzi. To dlatego wielu dyrektorów wcale nie jest przychylnych zgłaszaniu dawców - wyjaśnia koordynatorka Sylwia Sekta. I dodaje: - W nowym rozporządzeniu ma się znaleźć zapis, że za orzeczenie śmierci mózgu NFZ zapłaci niezależnie od tego, czy doszło do pobrania narządów, czy też nie. - Orzeczenie śmierci pnia mózgu? Nie mamy w katalogu takiego produktu! - usłyszeliśmy w NFZ. Skoro nie ma w katalogu "produktu", nie ma też nań pieniędzy. - Nic nie wiemy o tym, by w płaceniu za przeszczepy coś miało się zmienić - mówi Andrzej Troszyński z biura prasowego NFZ. Co więc będzie z rozporządzeniem, które miało poprawić polską transplantację? Tego też chcieliśmy się dowiedzieć w Ministerstwie Zdrowia. A lista pacjentów oczekujących na przeszczep się wydłuża. Na koniec 2008 r. na liście było 1872 chorych, na koniec 2009 roku - 2291. Źródło: Gazeta Wyborcza Judyta Watoła, Katowice

KOMETARZE

Brak komentarzy
Projektowanie stron SSI