Transplantacja - drugie życie

Wersja do wydruku   
Specjaliści przewidują, że już za 10 lat, co dziesiąta operacja, przeprowadzana na świecie, będzie transplantacją. Jest na to szansa, bo w laboratoriach i klinikach medycznych wciąż trwają intensywne prace nad nowymi zastosowaniami metod transplantacyjnych. Zgadzam się, ale...

Kiedy prof. Christian Barnard pierwszy raz przeszczepił serce – świat zatrzymał się ze zdziwienia, ale mówiono, że to tylko eksperyment. Dziś transplantacje serca, nerek, wątroby czy płuc nikogo nie dziwią, bo uznano je za jedne z wielu metod leczniczych. Dzięki przeszczepom jednych chorych można wyleczyć, a innym znacznie przedłużyć życie. Postęp spowodował, że przeszczepianie ludzkich narządów stało się bezpieczną, skuteczną i stosunkowo tanią (w porównaniu z długoletnim stosowaniem leków i częstymi pobytami w szpitalu) metodą leczenia. Efekty zabiegów są coraz bardziej obiecujące, bo 80 procent chorych przeżywa po przeszczepie 5 i więcej lat z prawidłowo funkcjonującymi organami. Rekordziści żyją 20, a nawet 40 lat, prowadząc normalne życie zawodowe i rodzinne. Coraz więcej kobiet po transplantacji nerki czy serca rodził zdrowe dzieci.

Nadzieje i emocje

Starzejące się społeczeństwa pragną jak najdłużej zachować sprawność i niezależność. To jeden z powodów, dla którego naukowcy nie ustają w poszukiwaniu nowych obszarów wykorzystania metod transplantacyjnych. Udane operacje wszczepienia obcych nerwów, mięśni, czy przeszczepienie twarzy, budzą w nas wszystkich nadzieje. Chcemy wierzyć, że niedługo, dzięki wykorzystaniu właściwości komórek macierzystych będzie można hodować zastępcze narządy lub doprowadzić do biologicznej regeneracji uszkodzonych. Być może w szerszym stopniu możliwe będzie wytwarzanie (hodowanie) części zamiennych, które będą się sprawowały tak dobrze jak popularne obecnie protezy stawów biodrowych, naczyń krwionośnych, zastawek serca czy kości. Ale to wciąż marzenia. Obecnie potrzebnego choremu narządu nie da się ani wyprodukować, ani kupić. Dawcą może być osoba zmarła lub w przypadku nerki i fragmentu wątroby osoba żyjąca i bliska choremu (mąż, brat, partner życiowy).

Wielu z nas zastanawia się, co dają tak kosztowne operacje. Odpowiedź jest prosta – zdrowe życie ludziom. Mogą podjąć pracę, kontynuować naukę. Ponadto, biorcy nerki zwalniają miejsca w stacjach dializ dla innych chorych, którzy bez tego rodzaju leczenia umrą. Nie bez znaczenia jest też fakt, że wyniki przeszczepiania nerek, w porównaniu z leczeniem dializami są nieporównywalnie lepsze i dwa razy tańsze. Nowe możliwości

Przeszczepianie serca, nerek czy wątroby nie budzi już emocji. Chociaż wciąż są to skomplikowane i wielogodzinne operacje, są traktowane, jak inne zabiegi chirurgiczne. Jednak od czasu do czasu świat medyczny chwali się nowymi sukcesami na polu transplantacji.

Jednym z takich wydarzeń było w 2005 roku pierwsze przeszczepienie penisa, którego dokonali lekarze z wydziału urologicznego szpitala w mieście Guangzhou, kierowani przez dr Weilie Hu. Biorcą był 44-letni mężczyzna, który utracił organ w wypadku. Poszkodowanemu pozostał kikut o długości jednego centymetra, przez co nie mógł normalnie oddawać moczu i współżyć. Organ pobrano od 22-letniego mężczyzny, który był w stanie śmierci mózgowej. Operacja trwała 15 godzin, w czasie której połączono nerwy i naczynia krwionośne. Organizm biorcy wspierany lekami immunosupresyjnymi nie odrzucił przeszczepu. Już po 10 dniach pacjent mógł normalnie oddawać mocz. Organ był dobrze ukrwiony i mógł spełniać także inne funkcje. Niestety, nowy penis był nabrzmiały. To u biorcy i jego żony wywołało poważne problemy psychiczne. Pacjent zażądał usunięcia symbolu męskości. Chirurdzy spełnili jego prośbę.

Cudza jak własna

25 sierpnia 1998 roku świat obiegła wiadomość o pierwszym udanym przeszczepie ręki. To był wielki sukces lekarzy z Lyonu. Od pacjenta, którego mózg przestał funkcjonować pobrali przedramię. Aby nie popełnić błędu podczas scalania odpowiadających sobie mięśni, ścięgien, nerwów i naczyń krwionośnych, lekarze oznaczyli je kolorowymi nitkami zarówno na kikucie pacjenta, jak i na amputowanej ręce. Operację rozpoczęło połączenie kości metalowymi płytkami. W czasie 13-godzinnej operacji, dwa zespoły chirurgów precyzyjnie łączyły ze sobą ścięgna, nerwy i naczynia. Na koniec zszyto skórę. Pacjentem, któremu medycyna ofiarowała nowa rękę był 48-letni mężczyzna, który stracił własne przedramię w wypadku z piła łańcuchową.

Pierwszą w Polsce i 26 udaną operację przeszczepienia ręki przeprowadzili w 2006 roku chirurdzy z Trzebnicy. Biorca był 34-letni stolarz, który 12 lat wcześniej stracił rękę w wypadku. Kolejnym polskim bohaterem kronik transplantacyjnych był trzydziestolatek z Mysłowic, któremu w dzieciństwie młockarnia urwała rękę na wysokości łokcia. Po 28 latach odzyskał rękę, która – chociaż pochodzi od innego człowieka – jest podobna do własnej pod względem wielkości, a nawet kształtu paznokci. Chirurdzy twierdzą, że przeszczepienie ręki od obcego dawcy jest zabiegiem łatwiejszym niż replantacja, czyli przyszycie własnej ręki. Dzieje się tak ponieważ ręka dawcy jest pobierana chirurgicznie, a więc nie ma zniszczonych fragmentów. Ręka utracona w wypadku ma zazwyczaj na sporym odcinku zniszczone mięsnie, więzadła oraz naczynia Nowa twarz

Pierwszy przeszczep twarzy przeprowadzono we Francji w 2005 roku. Biorcą była kobieta, której twarz pogryzł pies. W 2006 r. w Chinach przeszczepiono część twarzy robotnikowi leśnemu zaatakowanemu przez niedźwiedzia. Kolejną operację chirurdzy przeprowadzili i w marcu tego roku - znowu we Francji. Za najbardziej spektakularną uznano jednak przeszczepienie twarzy, którego w 2008 roku dokonała wraz ze swoim zespołem prof. Maria Siemionow, Polkę od wielu lat pracującą w USA w szpitalu w Cleveland. Za wielki sukces uznano fakt, że w czasie operacji wymieniono młodej kobiecie 80 procent powierzchni twarzy. Pozostawiono jej własne czoło, górne powieki, dolną wargę i brodę. Przeszczepienie tak znacznego obszaru twarzy to niewyobrażalne wprost przedsięwzięcie, bo samych mięsni mimicznych, które trzeba precyzyjnie połączyć jest 70.

Ale wiosna 2010 roku z Barcelony nadeszła kolejna niezwykła informacja naukowa. Hiszpańscy chirurdzy dokonali pierwszego pełnego przeszczepu twarzy. Biorca był mężczyzna, który 5 lat wcześniej został postrzelony. W efekcie nie mógł samodzielnie oddychać, ani jeść. Miał także problemy z mówieniem. Jego sytuacji nie zmieniły wielokrotnie przeprowadzane operacje plastyczne. Nowa twarz powstawała na stole operacyjnym przez 22 godziny. W czasie zabiegu przeszczepiono mężczyźnie skórę, mięśnie, zęby i niektóre kości twarzy pochodzące od anonimowego dawcy. Lekarze zadbali także o to, aby nowa twarz była jak najbardziej podobna do tej utraconej. Operacja zakończyła się sukcesem.

Nerwy od matki

2005 Amerykańscy lekarze przeszczepili młodemu mężczyźnie nerwy pobrane od jego matki. Biorca w wyniku wypadku miał rozerwane dwa z trzech głównych nerwów lewej ręki: łokciowy i przyśrodkowy. Aby ograniczyć możliwość odrzucenia przeszczepu dawców poszukiwano wśród najbliższych mężczyzny. Najbardziej zgodna pod względem genetycznym okazała się jego matka. Kilka dni przed operacją od matki chłopca pobrano fragmenty tkanki unerwiającej jej ręce i nogi. Prze tydzień leżały one w specjalnym roztworze, który działa na komórki w taki sposób, że prawdopodobieństwo ich późniejszego rozpoznania przez organizm biorcy jako obcych jest mniejsze niż normalnie. Dotychczas w świecie przeprowadzono około 12 takich zabiegów

Sprzedam nerkę

Kiedy kilka lat temu, po aresztowaniu znanego transplantologa, dramatycznie spadła liczba przeszczepów w Polsce, na nowo rozgorzała dyskusja o idei przeszczepiania narządów. Jednym z wątków stał się problem handlu narządami. Polskie prawo zdecydowanie odrzuca taką możliwość. Za pobranie od żywego dawcy lub ze zwłok ludzkich komórek, tkanek czy narządów nie wolno żądać zapłaty lub innych korzyści materialnych, a jedynie zwrotu poniesionych kosztów, np. kosztów dojazdu do kliniki. Osoby, które dopuszczą się handlu komórkami czy narządami podlegają karze więzienia.

Rozwiązania prawne dotyczące transplantacji są w Polsce takie, jak w Austrii, Belgii, Francji, Luksemburgu, Hiszpanii i Portugalii i w niektórych kantonach w Szwajcarii, gdzie dopuszczalne jest pobieranie narządów w przypadku, gdy zmarły nie sprzeciwił się temu za życia. W Finlandii, Danii, Wielkiej Brytanii i Niemczech obowiązuje rozwiązanie prawne nazywane modelem rozszerzonej zgody wyraźnej. Oznacza to, że jeżeli zmarły nie wyraził za życia ani zgody, ani sprzeciwu na pobranie po jego śmierci narządów, wymagana jest zgoda jego krewnych – w kolejności: męża, żony, dorosłych dzieci, pełnoletniego rodzeństwa. Podobne prawo obowiązuje w Stanach Zjednoczonych.

Ale o handlu narządami jest coraz głośniej, zwłaszcza w krajach azjatyckich. Sprzedaż narządów zdarza się tu często. W Chinach i na Filipinach powstają kliniki, do których na przeszczepy przyjeżdżają Japończycy, Koreańczycy i Amerykanie pochodzenia azjatyckiego. Wielu chętnych jest werbowanych w Madrasie, gdzie są wioski, w których kto mógł, sprzedał nerkę. Nieoficjalnie handluje się narządami nawet w Stanach Zjednoczonych, i to niemal w majestacie prawa. Co więcej, w Wielkiej Brytanii i USA rozpatruje się możliwość powołania rządowych agend, które zajmowałyby się kupowaniem narządów od żywych dawców. W Iranie stworzono już działa rządowa agencja, która rejestruje i bada osoby chcące odpłatnie oddać jedną nerkę. Cena tak pozyskanego narządu wynosi około 2,5 tys. dolarów. Oficjalne przeszczepienie kupionej nerki możliwe jest także w Egipcie i Indiach. Ale nie trzeba szukać ofert sprzedaży aż tak daleko. Na Ukrainie i w Mołdawii trzy lata temu oferowano 2,5 tys. euro za nerkę. Jednak polscy lekarze i etycy zdecydowanie odrzucają takie rozwiązania.

Ex mortuo i ex vivo

Od 26 października 1995 roku obowiązuje w naszym kraju ustawa o pobieraniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów. Ustawa ta została znowelizowana w 2006 roku, zgodnie z Dyrektywą Europejską. Szczegółowo opisuje ona zasady pobierania komórek, tkanek i narządów zarówno ex mortuo, jak i ex vivo.

Przeszczep ex mortuo to pobranie narządów ze zwłok w celach diagnostycznych, leczniczych, naukowych i dydaktycznych. Jest to możliwe, bo przyjmuje się prawną konstrukcję przewidującą tzw. zgodę domniemaną dawcy, która polega na braku wyrażonego za życia sprzeciwu samego dawcy albo prawnego opiekuna osoby niezdolnej do podejmowania czynności prawnych. Ten zapis nie narusza praw osób zmarłych, a jednocześnie daje szansę ratowania życia innym chorym.

Przeszczep ex vivo to pobieranie komórek, tkanek i narządów od żywych dawców (przepis ten dotyczy jedynie wątroby, nerki i szpiku kostnego). Pobrania nerki od żywego dawcy dokonuje się wtedy, gdy biorcą ma być krewny dawcy lub osoba emocjonalnie z nią związana. W przypadku szpiku lub innej regenerującej się tkanki (krwi) można je pobrać także na rzecz obcego biorcy. Kiedy jesteśmy zdrowi bez zastrzeżeń akceptujemy ideę transplantacji, a nawet deklarujemy, by po śmierci wykorzystano nasze narządy do ratowania innych osób. Nie mamy też oporów moralnych, gdy w obliczu choroby skracającej nasze życie, czekamy na przeszczep. Ale w chwili próby, wcześniejsze deklaracje nie przenoszą się na nasze postawy. Gdy po śmierci bliskiej osoby jesteśmy pytani o zgodę na pobranie narządów, często mówimy – nie. Dlaczego tak się dzieje? Czy kieruje nami strach przed profanacją ciała, czy wierzymy, że na tamtym świecie trzeba się stawić w komplecie? Powodów jest z pewnością wiele.

Najistotniejszą przeszkodą przy pobieraniu narządów od osób zmarłych jest powszechny – jak się wydaje - brak wiedzy na ten temat. Około 50 proc. polskiego społeczeństwa nic nie wie na temat przeszczepiania narządów, a opowieści o niektórych rodzajach przeszczepów mogą ubarwić niejeden scenariusz filmowy. Wielu z nas ma też nieprawdziwe wyobrażenie o życiu po przeszczepie. Głupcy powtarzają, że mężczyzna, który dostanie serce kobiety, przestanie nim być, że zmieni się mu charakter, a z czasem nawet płeć. Niektórzy obawiają się kontaktów z rodziną dawcy, która może domagać się odszkodowania. Są to bezpodstawne obawy. Szpitale bezwzględnie chronią anonimowości dawców. Wszystko, czego można się dowiedzieć to np. ma pani serce 30-letniej kobiety. Nikt nie podaje adresów, ani innych danych pozwalających zidentyfikować dawcę.

Kto może być dawcą

Kryteria, jakie musi spełniać potencjalny dawca (a właściwie jego ciało) są ściśle określone i zależą od rodzaju pobieranego narządu i tzw. fizjologicznych parametrów. Narządów nie pobiera się od osób, które były zakażone bakteriami, grzybami czy wirusami, zwłaszcza WZW i HIV, chorowały na nowotwory złośliwe, uogólnioną miażdżycę lub choroby, które uszkodziły poszczególne narządy. Przeciwwskazaniem do pobrania jest także wiek powyżej 70 lat, nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, nadużywanie alkoholu, środków farmakologicznych niszczących organy oraz pochodzenie dawcy z grupy o zwiększonym ryzyku zakażenia HIV (np. narkomani, prostytutki). By mieć pewność, że dawca nie był nosicielem niebezpiecznych wirusów wykonuje się odpowiednie badania. Najczęściej przeszczepia się: nerki, skórę, wątrobę, jelita, serce, płuca, szpik kostny, trzustkę.

Zostaw testament

Jeżeli pragniemy, by nasze narządy uratowały życie lub zdrowie innym ludziom jasno o tym powiedzmy najbliższym i rodzinie. Dzięki temu po naszej śmierci nie będą musieli podejmować trudnych decyzji. Pozostanie im uszanowanie naszej woli.

Wyrażenie zgody lub sprzeciwu na pobranie narządów (jeszcze za życia) może mieć formę ustną lub pisemną. Oświadczenie ustne powinno być złożone w obecności dwóch świadków, np. po przyjęciu do szpitala. Sprzeciw można zgłosić w Poltransplancie w Centralnym Rejestrze Sprzeciwów (02-005 Warszawa, ul. Lindleya 4 transpl@poltransplant.org.pl). W przypadku zgody można się skontaktować ze Stowarzyszeniem „Życie po przeszczepie” (adres stowarzyszenie@przeszczep.pl) bezpłatnie dostaniemy druk oświadczenia, które należy wypełnić i odesłać. Prawo honoruje także tradycyjną formę testamentu, który będzie wyrażał naszą wolę. Oświadczenie woli musi zawierać nasze dane osobowe (imię, nazwisko, datę urodzenia, pesel) oraz adres zamieszkania.

W kościołach świata

Stanowisko kościoła katolickiego jest jednoznaczne. Papież Jan Paweł II podczas XVIII Międzynarodowego Kongresu Transplantologicznego w 2000 r. przedstawił je bardzo jasno. „Każdy przeszczep narządu ma swoje źródło w decyzji o wielkiej wartości etycznej: decyzji, aby bezinteresownie ofiarować część własnego ciała z myślą o zdrowiu i dobru drugiego człowieka. Na tym właśnie polega szlachetność tego czynu, który jest autentycznym aktem miłości”.

Judaizm zezwala na pobieranie narządów, gdy chodzi o ocalenie lub poprawę jakości czyjegoś życia. Wielu rabinów uważa, że oddanie narządów to w oczach Boga, wielka zasługa. Podkreślają jednak, że ich pobranie musi się dokonać po śmierci dawcy, jakkolwiek będzie ona zdefiniowana. Wszystkie procedury medyczne muszą się odbywać w poszanowaniu ciała zmarłego, a niewykorzystane części narządów muszą być pochowane wraz z ciałem dawcy.

Islam dopuszcza pobranie organów do transplantacji jeśli zagrożone jest życie biorcy, istnieje szansa na przeprowadzenie operacji, a dawca lub jego rodzina wyrazili na to zgodę. Zdania na temat śmierci mózgowej są podzielone, ale Zgromadzenie Fiku Islamskiego uznaje śmierć mózgu za definitywną, o ile funkcje mózgu ustały i potwierdziła to aparatura medyczna, a specjaliści orzekli, że jest to stan nieodwracalny.

Protestanci swoją postawę wobec transplantacji organów opierają na zapisach pisma świętego, które nakazuje ochronę życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Życie jest darem Boga, który ma służyć także innym ludziom. Jeśli ziemskie życie ciężko chorych ludzi może być uratowane poprzez pobranie od zmarłego zdrowych organów – należy się z tym pogodzić. Kto daje zgodę na pobranie narządów działa w sposób odpowiedzialny, ponieważ tak pomaga innym ludziom. Rodzina, która daje zgodę na takie działanie nie wykazuje braku szacunku do zmarłego. Działa etycznie i odpowiedzialnie, bo w imieniu zmarłego, ratuje życie innym osobom.

Wyznawcy Kościoła ewangelicko-metodystycznego oddanie narządów do transplantacji uważają za akt samoofiarowania. To wyraz miłości i służby dla dobra ludzi, którzy znaleźli się w potrzebie.

Kościoły chrześcijańskie (w tym ewangelicko-augsburski, ewangelicko-reformowany, zielonoświatkowy) nie wydały oficjalnego stanowiska wyrażającego ich stosunek do transplantacji organów. Jednak mimo to, wierni są zachęcani do niesienia pomocy innym ludziom.

Zdecydowanie sprzeciwia się pobieraniu i przeszczepianiu narządów tylko japoński szintoizm.

Lista życia

Zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem Krajowa Lista Biorców (KLB) gromadzi informacje o osobach czekających na przeszczep nerki, lub nerki i trzustki oraz wątroby, serca i płuca. Na liście znajdują się osoby zgłoszone przez ośrodki dializujące chorych na nerki oraz centra transplantacyjne. Lista biorców jest stale aktualizowana. Zgodnie z międzynarodowym prawem transplantacyjnym narządy pobrane ze zwłok mogą być przeszczepione wyłącznie osobom umieszczonym na oficjalnej liście oczekujących. Pacjenci otrzymujący narząd od dawcy żywego muszą być również wprowadzeni na taką listę ze względu na mogąca się pojawić potrzebę wykonania także przeszczepu ze zwłok. Biorca może być zarejestrowany tylko na jednej liście (listy regionalne stanowią tylko podzbiory KLB). Losy pobranych narządów są szczegółowo śledzone przez ośrodki transplantacyjne. Takie działanie ma zapobiec wszelkim próbom handlu narządami, które są ścigane przez prawo.

Bez wstydu

Polscy transplantolodzy, czyli lekarze zajmujący się przeszczepianiem narządów nie mają się czego wstydzić. Ich umiejętności, stosowane techniki są na tym samym poziomie co lekarzy z innych krajów europejskich a nawet USA. Gdyby w kasach klinik było więcej pieniędzy, moglibyśmy przeprowadzać także nowatorskie operacje. Niestety, nie ma nie tylko pieniędzy, ale i narządów do przeszczepień. Warto jednak starać się o nie.

Obecnie w Polsce żyje około 15 tysięcy osób z przeszczepionymi narządami. Najczęściej są to nerki, w dalszej kolejności wątroba, serce i trzustka. Czasy przeżycia pacjentów nie różnią się od czasów przeżycia pacjentów na zachodzie. Dzieje się tak, bo wszyscy dostają leki immunosupresyjne (wszędzie te same), które chronią przed odrzuceniem przeszczepu. Coraz dłuższe życie po transplantacji to wielki sukces medyków, w którym spory udział mają polscy lekarze.

Ogromnym sukcesem współczesnej transplantologii było wynalezienie w latach 70 ubiegłego wieku cyklosporyny. Lek okazał się tak skuteczny, że zaczęto go powszechnie stosować. Osłabiał on na tyle czujność organizmu chorego, by obcy organ traktował jak własny i nie odrzucił przeszczepu, ale nie na tyle mocno, by pacjent zmarł z powodu kataru.

Tekst: Anna Jarosz, źródło: onet.pl

Konsultacja: prof. Wojciech Rowiński, Polska Unia Medycyny Transplatacyjnej

KOMETARZE

Brak komentarzy
Projektowanie stron SSI