Raport z Woodstocku, czyli po co tam jeździmy?

Wersja do wydruku   

Niektórzy po obejrzeniu telewizyjnych migawek z Przystanków Woodstock mogą zadać proste pytanie – co robi nasze stowarzyszenie wśród setek tysięcy młodych ludzi na takiej imprezie? Przecież, w zależności od tego która telewizja pokazuje ten festiwal, można zauważyć, że ta młodzież zainteresowana jest tylko muzyką, nieograniczoną wolnością, piwem, alkoholami mocniejszymi i narkotykami! Nic bardziej mylnego, oczywiście młodzi ludzie przyjeżdżają tam dla muzyki i specyficznej atmosfery, ale doskonale trafiają do nich idee przedstawiane przez organizacje pozarządowe.


Jurek Owsiak i Fundacja WOŚP wiedzą o tym i co roku zapraszają na Woodstock szereg organizacji, które reprezentują różne problemy współczesnego świata. Są wśród nich organizacje pomocowe, ekolodzy, obrońcy zwierząt, organizacje zajmujące się poszukiwaniem zaginionych i pozwalające uwolnić się od nałogów, stresu, czy pomóc w porozumieniu się z rodziną. Od czterech lat zapraszani jesteśmy także my – Stowarzyszenie „Życie po przeszczepie” i nasza misja zapoznania młodych ludzi z transplantacją i jej problemami w Polsce.

A to jest nie byle co, bo daje nam możliwość przedstawienia naszych spraw setkom tysięcy młodych ludzi. Oczywiście teraz są oni, bardzo często, nastolatkami ale za lat kilka i kilkanaście to oni właśnie będą kształtować naszą przyszłość. I choćby dlatego warto przyjechać i być na Woodstock – żeby mieć możliwość dotarcia do nich zanim pochłoną ich problemy dorosłości, a ich wrażliwość stępi pogoń za zapewnieniem sobie i rodzinie godziwych warunków życia!

Bo ci młodzi ludzie są naprawdę wrażliwi na ludzką krzywdę i potrzeby innych. Świadczą o tym tłumy przed stanowiskami poszczególnych organizacji i nasze z nimi rozmowy, które często kończyły się zwrotem - „fajnie, że tu jesteście”.

Za nasze podstawowe zadanie na Woodstockowych przystankach postawiliśmy sobie rozdanie „Oświadczeń woli” wraz z wytłumaczeniem jego znaczenia dla transplantacji. Stąd nasza praca polegała tam nie tylko na mechanicznym rozdawaniu oświadczeń, a przede wszystkim na tłumaczeniu sposobu jego działania. Każde z nas, pełniąc dyżury na stoisku, odbyło kilkadziesiąt, a może nawet dobrze ponad setkę takich rozmów. Często prostowały one mylne traktowanie oświadczenia jako dokumentu, często także dopiero od nas młodzi ludzie dowiadywali się o znaczeniu rozmowy z rodziną.

Rozdaliśmy dobrze ponad 12 tys. „Oświadczeń woli”, kilka tysięcy ulotek, które dostawali np. ci którzy brali więcej oświadczeń (dla rodziny i znajomych). Odbyliśmy dobrze ponad tysiąc rozmów na temat transplantacji, przeszczepień, rozmów z rodziną o śmierci i świadomej decyzji oddanie po niej swoich organów. Mimo że byliśmy ekipą złożoną z ludzi z różnych stron Polski, którzy najczęściej widują się właśnie na Woodstockach to praca na stoisku szła nam doskonale. Nie trzeba było wyznaczać żadnych zmian (nikt nie wytrzymałby 10-12 godzin dyżuru), każdy wiedział po co tu przyjechał. A wieczorami staraliśmy się choć kilka chwil spędzić w naszym własnym gronie – oczywiście po to by porozmawiać o przyszłości stowarzyszenia i jego najbliższych planach.

Nasz zespół stanowili: Ada (po przeszczepieniu serca), Iza (po przeszczepieniu nerki), Mariusz (po przeszczepieniu nerki) i Piotrek z Kasią wszyscy z Gorzowa, Teresa (po przeszczepieniu wątroby) z Katowic, Monika z Bydgoszczy oraz Krzysiek z Krzyśkiem i Arek (po przeszczepieniu nerki) ze Szczecina.

Więcej zdjęć  na stronie https://picasaweb.google.com/108946320324769764751

Pewnie za rok znów nas zaproszą na Woodstock, jeśli chcesz pojechać, pomóc w organizacji wyjazdu lub w inny sposób zaangażować się w promowaniu tam transplantacji dołącz do nas!

Arkadiusz Bojarun

5 lat po przeszczepieniu nerki.

KOMETARZE

Brak komentarzy
Projektowanie stron SSI